Strona główna Blog Kontakt

Refleksje konstruktora: czy nasze projekty techniczne to dzieło inżyniera, czy fuszera?

Refleksje konstruktora: czy nasze projekty techniczne to dzieło inżyniera, czy fuszera?

To pierwszy wpis na blogu Exlignis.

Zaczynam od tematu, który siedzi mi w głowie od dawna, a nie od czegoś lekkiego – bo uważam, że warto zaczynać od rzeczy ważnych, nie łatwych.


 


"Cieśla, który chce dobrze robotę wykonać, musi wpierw naostrzyć swe narzędzia."
- Konfucjusz, Dialogi


Ponad dwa i pół tysiąca lat temu Konfucjusz zauważył prostą prawdę: żadna dobra robota nie powstaje bez wcześniejszego przygotowania narzędzi. W naszym zawodzie tym "naostrzonym narzędziem" są właśnie obliczenia, dane wejściowe, siły przekrojowe – to, co pozwala konstruktorowi wykonać pracę solidnie, a nie na wyczucie. Pytanie, które chcę tu postawić, jest prostsze niż mogłoby się wydawać:

czy w projektach technicznych konstrukcyjno-budowlanych, jakie dziś powstają, to "naostrzenie narzędzi" – czyli rzetelne obliczenia połączeń – wciąż ma miejsce, czy coraz częściej zastępujemy je gotowym przekrojem bez dowodu, że rzeczywiście przenosi siły?


Projekt techniczny to dokument, który – w teorii – ma być najbardziej "inżynierską" częścią całej dokumentacji budowlanej. W praktyce jednak większość takich projektów, jakie krążą po rynku, wygląda podobnie: fundamenty i żelbety rozrysowane w szczegółach, a przy konstrukcji dachu jeden rzut z góry i zdanie "łączniki dobiera wykonawca na budowie". Czy to naprawdę wystarczy w świetle przepisów, które sami – jako konstruktorzy – powinniśmy znać najlepiej?


Skąd się bierze ta "oszczędność"?

Praktyka minimalistycznych projektów technicznych nie wzięła się z niczego – to efekt presji czasowej, niskich wycen za projekty konstrukcyjne i przekonania, że "wykonawca i tak zrobi to po swojemu". Dodaje się do tego fakt, że projekt techniczny (w przeciwieństwie do projektu architektoniczno-budowlanego) nie jest załączany do wniosku o wydanie decyzji pozwolenia na budowę, więc nikt go "nie sprawdza" na etapie urzędowym. Ale...

czy brak kontroli administracyjnej oznacza, że dokument nie musi spełniać wymogów ustawy?

To pierwsze pytanie, które warto sobie zadać, zanim uznamy tę praktykę za "normalną".


Co dosłownie mówi ustawa PrBud?

Art. 5 ust. 1 Prawa budowlanego nakazuje projektować "zgodnie z zasadami wiedzy technicznej", zapewniając między innymi nośność i stateczność konstrukcji jako całości i jej poszczególnych części. Rozporządzenie o formie i zakresie projektu budowlanego w §22 wprost odsyła projekt techniczny do §3, a ten z kolei do art. 5 ustawy. Art. 34 ust. 3 idzie dalej i wymaga, by projekt techniczny zawierał "rozwiązania konstrukcyjne wraz z wynikami obliczeń statyczno-wytrzymałościowych". Pytanie brzmi:

jeśli węzeł jest częścią konstrukcji, a przepis mówi o "poszczególnych częściach" – to czy pominięcie obliczeń połączeń nie jest wprost naruszeniem tego artykułu?


A co z normą, która jest już "wycofana"?

Tu nasuwa się naturalny zarzut: PN-B-03150:2000 to norma przejściowa między starą PN-B a Eurokodem 5, formalnie wycofana z aktualnego zbioru. Czy można się na niej opierać, mówiąc o "zasadach wiedzy technicznej"? Stanowisko samego PKN jest tu jednoznaczne: wycofanie normy "nie musi wiązać się z zastąpieniem normy zdezaktualizowanej" i "nie należy wiązać z zakazem stosowania normy wycofanej". Innymi słowy – norma wycofana nie staje się automatycznie błędna, przestaje być tylko obowiązkowym punktem odniesienia formalnego, ale nadal odzwierciedla uznane reguły techniczne z okresu swojego powstania. Czy fakt, że nikt tej normy dziś "nie musi" stosować, zwalnia nas z obowiązku wykazania tego samego rezultatu inną metodą, np. Eurokodem 5?

 

Co mówiły (i mówią) zasady wiedzy technicznej o połączeniach?

Norma PN-B-03150:2000 w punkcie 3.1.2 definiuje niezawodność konstrukcji jako stan, w którym z należytym prawdopodobieństwem nie zostaną przekroczone stany graniczne nośności – i wymaga, by to zapewnić poprzez "odpowiednie zwymiarowanie elementów". Punkt 3.4 tej samej normy wymienia "utratę nośności połączeń elementów konstrukcji" jako jeden z trzech głównych stanów granicznych nośności podlegających obowiązkowemu sprawdzeniu wzorem S_d≤R_d. Skoro obie generacje przepisów technicznych – stara norma i aktualny Eurokod 5 – stawiają węzeł na równi z przekrojem elementu prętowego, to czy projekt, który wymiaruje pręty, a węzły pozostawia "do doboru przez wykonawcę", w ogóle realizuje ideę niezawodności?


Case study: dom, który "formalnie" jest zgodny.

Weźmy przykład (zanonimizowany) projektu domu jednorodzinnego. Fundamenty – pięknie rozrysowane, każdy pręt zbrojenia opisany. Słupy, trzpienie, strop żelbetowy – wszystko w szczegółach łącznie z zestawieniem zbrojenia. Konstrukcja dachu – jeden rysunek jako rzut z góry i zdanie: "połączenia i łączniki dobiera wykonawca na budowie".

Wracając do Konfucjusza – gdzie tu jest to "naostrzone narzędzie"? Na jakiej podstawie wykonawca ma dobrać łączniki? Na jakie siły? Czy to ma być wkręt, gwóźdź, czy kątownik stalowy? Żadnej z tych informacji w projekcie nie ma.

To prowadzi do pytania kluczowego: czy dobór wzajemnych połączeń elementów prętowych – z podaniem sił projektowych i sprawdzeniem nośności – nie powinien być ustawowym obowiązkiem konstruktora, tak jak jest nim obliczenie zbrojenia w żelbecie? Dlaczego dla żelbetu taki standard jest oczywisty, a dla drewna – "do ustalenia na budowie"?


Pytania, które powinniśmy sobie zadać jako branża:

  • Czy fakt, że projekt techniczny "nie jest zatwierdzany" administracyjnie, zwalnia nas z odpowiedzialności za jego zgodność z art. 5 i art. 34 ustawy?
  • Czy przerzucenie doboru połączeń na wykonawcę nie jest w istocie przerzuceniem odpowiedzialności projektowej na osobę, która może nie mieć, a najczęściej nie ma uprawnień projektowych?
  • Jeśli zarówno wycofana norma, jak i aktualny Eurokod 5 stawiają znak równości między nośnością pręta i nośnością węzła, dlaczego w praktyce traktujemy je zupełnie inaczej?
  • Dlaczego akceptujemy jako standard szczegółowe zbrojenie żelbetu, a jednocześnie akceptujemy brak jakichkolwiek danych o siłach i nośności w konstrukcji dachu drewnianego tego samego budynku?

 

Konsekwencje, o których rzadko się mówi.

To nie jest tylko dyskusja akademicka. Rażące naruszenie art. 5 ustawy podczas projektowania może być podstawą do odpowiedzialności za wykroczenie z art. 93 pkt 1 Prawa budowlanego, a orzecznictwo wskazuje, że nie jest tu wymagany żaden skutek materialny – sam fakt rażącego naruszenia wystarcza do przypisania odpowiedzialności. Do tego dochodzi odpowiedzialność cywilna z tytułu rękojmi za wady dokumentacji projektowej, która może być dochodzona nawet kilka lat po oddaniu obiektu.

Konfucjusz kończąc swoje "Dialogi" mógłby zapytać nas dziś: czy naprawdę naostrzyliśmy nasze narzędzia, zanim wzięliśmy się do roboty – czy tylko udajemy, że wystarczy sam fakt trzymania ich w ręku.
 

P.S.

Ten tekst nie jest wymierzony w konkretną osobę czy projekt – to głos praktyka do innych praktyków. Sam też sobie te pytania zadaję i nie zawsze znam na nie gotową odpowiedź.

nauczyciel
16.07.2026, 14:28

Komentarze